Glasgow
Glasgow to miasto dla koneserów. Jest tak od dnia, w którym jeden z pierwszych turystów, XVIII-wieczny pisarz Daniel Defoe, opisał je jako "najczystsze, najpiękniejsze i najlepiej zbudowane w Brytanii". W późniejszych latach nie zawsze było jednak tak różowo. Największe miasto Szkocji (populacja całej aglomeracji wynosi ok. 1,6 min ludzi) doświadczyło wszystkich dobrodziejstw : przekleństw kapitalizmu i handlu, czasów imperialnych i rewolucji przemysłowej. Niewiele innych miast rodzi tyle kontrowersji i sprzecznych opinii.
Glasgow kosmopolityczne.
Glasgow można było nazwać miastem dla koneserów nawet w najmroczniejszych czasach, gdy tutejsze slumsy, jedne z najgorszych w Europie, spędzały sen z powiek pozostałych mieszkańców. Również wtedy, gdy w XIX stuleciu dzięki baweł-rje. węglowi, stali i rzece Clyde przekształciło się z eleganckiego miasteczka kupieckiego w przemysłowy moloch, i gdy po I wojnie światowej na skutek błędnej ekonomiki upadło tutejsze budownictwo okrętowe i przemysł ciężki. Za zasłoną mroku i brudu nieodmiennie kryło się miasto szlachetnego i niezłomnego ducha. Entuzjaści zawsze dostrzegali jego zalety i nawet w najbardziej niesławnych okresach potrafili znaleźć dla niego miejsce w panteonie liczących się metropolii Zachodu. Dzisiaj do dobrego tonu należy nazywanie Glasgow miastem o charakterze europejskim, choćby za sprawą niezwykle zróżnicowanej architektury, lub porównywanie go do miast północnoamerykańskich ze względu na siatkowy system ulic oraz swobodny styl życia mieszkańców. Ten specyficzny urok doświadczeni podróżnicy dostrzegli już dawno. W 1929 r. autor romantycznych powieści podróżniczych H.V. Morton stwierdził, że - wbrew utartej opinii - "Edynburg to miasto szkockie, Glasgow zaś - kosmopolityczne". Być może dlatego właśnie tutaj skupia się największa społeczność polskich emigrantów w Szkocji. Popularnym miejscem spotkań Polaków, zarówno starej emigracji, jak i młodzieży, która przybyła tu tłumnie po otwarciu unijnych rynków pracy, jest Sikorski Polish Club.